Ośrodek Spotkań i Dialogu Ponadgranicznego w Marwicach.

  W 1997 roku, trochę przez przypadek zakupiłem zrujnowane gospodarstwo rolne w Marwicach k/Gorzowa Wlkp. Składało się z dużego budynku mieszkalnego, popegeerowskiej świetlicy, stajni i ogromnej stodoły. Wszystko razem było zbyt wielkie na prywatne „ranczo” (co pierwotnie stanowiło cel zakupu). Obiekt miał jednak spory potencjał metrażowy, wystarczający by pomyśleć o jakiejś, dającej też satysfakcję, działalności gospodarczej. Lata pobytu w Niemczech uzmysłowiły mi potrzebę szukania skutecznej i potrzebnej płaszczyzny porozumienia między Polakami a Niemcami. Drażniły mnie utrzymujące się zadawnione urazy, widoczne zwłaszcza po polskiej stronie, tym bardziej, że polityczne rozgrywki na szczytach władzy obu krajów, pomimo obiecujących początków po upadku komunizmu, raczej oddalały niż przybliżały cel, jaki powinien nam przyświecać po 10 wiekach trudnego sąsiedztwa i okrucieństwach ostatniej wojny.
     Inwestując w ten pomysł swoje wieloletnie oszczędności, czas i energię, zakupione gospodarstwo powoli przybierało nowe oblicze. Zaczęło służyć celom, które sobie założyłem.Zamieniało się w „rajski zakątek” z niepowtarzalną atmosferą. Walącą się stajnie przerobiłem na pełen charakteru zadaszony ogródek piwny i grilownię. Wszystko pokrywał rozrastający się bujnie każdej wiosny rdest alberta. Zrealizowałem stare marzenie, budując pole do plażowej siatkówki (oj, jak mi jej teraz brakuje!). Troszkę dalej, w stronę łąki, powstał z czasem niewielki basen kąpi
elowy z filtrowaną wodą. Strasząca zdewastowanym wnętrzem popegeerowska świetlica przekształcała się w pełną uroku salę sportowo-taneczną z prawdziwym barem, nad którym znajdował się jeszcze malutki pokoik gościnny. Pod sufitem umieściłem projektor do prezentacji komputerowych lub telewizji. Profesjonalne głośniki pozwalały na słuchanie muzyki lub zabawy taneczne. Stodoła miała służyć jeźdźcom. Posiadali do dyspozycji niewielkie lecz przytulne pokoiki, na zewnątrz umywalnie i wodopój dla koni.
     Przed naszym mieszkankiem w tzw. „łączniku”, rozciągał się okazały taras, który na zimę zakrywany był ogromnymi oknami. No i wreszcie „hotelik” z 6 pokojami na 30 łóżek i 4 łazienkami. Każdy pokój inny. Wszystkie dopieszczałem i z każdego byłem dumny. Podobnie jak z
ogromnej kuchni i „małej świetlicy”.    Przez ponad 10 lat prowadziłem tam Ośrodek Spotkań i Dialogu Ponadgranicznego. Działalność Ośrodka pomyślana była jako niezbędny krok na drodze wzajemnego porozumienia. Uważałem, że zapoznanie młodych Polaków z dziejami sąsiadów zza Odry, ale przede wszystkim zrozumienie specyfiki ich historycznego myślenia, najlepiej osiągnąć poprzez prowadzenie dialogu, oczywiście przy zachowaniu własnej narodowej tożsamości. Przez wiele lat dokładałem starań by w Ośrodku panował duch tolerancji i szacunku do odmiennych interpretacji, co tak dobrze sprawdzało się w dialogu ekumenicznym...  W Marwicach spotykali się przedstawiciele obu narodów; głównie młodzież ale także, coraz bardziej już nieliczni, byli niemieccy mieszkańcy wsi i jej okolic.
     Ośrodek współpracował z uczelniami i instytucjami, zajmującymi się szeroko rozumianymi stosunkami polsko-niemieckimi; kulturą, historią, gospodarką, problematyką związkową. Dla właściwej organizacji spotkań i konferencji oddałem do dyspozycji, poza bazą noclegowo-wyżywieniową i dwiema salami wykładowymi ze sprzętem audiowizualnym (projektory multimedialne, tablice, gabloty wystawowe itp), wspomniane wyżej boisko do siatkówki plażowej, basen kąpielowy, salę rekreacji fizycznej (stoły do ping-ponga, bilard, „piłkarzyki”"). Jestem przekonany, że działalność jaką tu prowadziliśmy przynosiła coraz bardziej widoczne efekty. Miejsce chętnie też odwiedzali nasi bliscy i znajomi.

  Co się zatem stało, że zdecydowałem się na pozbycie się tego wszystkiego i ucieczkę z Marwic? Były „prywatne” przyczyny, ale zadecydował wrogi, nikczemny nawet stosunek władz gminy Lubiszyn, z jej aktualnym wójtem, byłym oficerem LWP, Tadeuszem Piotrowskim. Uznałem, że zamiast szykan wybranego także przeze mnie przedstawiciela „mojego” samorządu, zamiast walczyć ze złośliwościami sołtysa, Andrzeja Gruszczyńskiego, lepiej pożegnać tą niegościnną okolicę z atmosferą zatrutą ludzką niegodziwością.


     Szkoda mi tych lat i coraz bardziej widocznych efektów mojej tutaj pracy. Zapragnąłem jednak żyć i pracować tam, gdzie będzie mi to przynosić satysfakcję i uznanie.

Zapraszam do marwickiej księgi gości

 

 


Poniżej kilka zdjęć z Ośrodka Dialogu Ponadgraniczngo w Marwicach


 

... a tak było na początku...

 


 


 


 


 

Zainteresowała mnie oczywiście przeszłość tej miejscowści gdzie przyszło mi żyć i pracować, tym bardziej, że historia Marwic przed 1945 r. zdawała się nikogo nie obchodzić. Oto wyniki moich badań.

Historia Marwic (oprac. dr Witold Pronobis)

Okolice dzisiejszych Marwic, podobnie jak cała zachodnia część obecnej Ziemii Lubuskiej były już w drugiej połowie X w. kontrolowane przez pierwszego władcę państwa piastowskiego, Mieszka I. On sam jednak, podobnie jak i jego następcy nie przejawiali większego zainteresowania tą słabo zaludnioną, pokrytą puszczami okolicą. Często za to zapuszczali się tutaj wojowie Księstwa Zachodniopomorskiego, sprawując faktyczną władzę nad ziemiami położonymi między Wartą, Notecią a rzeką Myślą. W pierwszej połowie XIII w. wzorując się na darowiznach Władysława Odonicza, książe szczeciński Barnim I przekazał ten sporny obszar Templariuszom. Prawdopodobnie wówczas, za zgodą i z finansowym wsparciem biskupstwa poznańskiego, zakonnicy ci zaczęli wznosić w Marwicach i pobliskim Lubnie, zachowane do dzisiaj, jednonawowe kościóły. W 1241 r. Bolesław Rogatka, władający Księstwem Legnicko-Głogowskim, szukając sprzymierzeńców do walki ze swoimi braćmi, ofiarował arcybiskupowi magdeburskiemu dużą część Ziemi Lubuskiej (z centralnym ośrodkiem w Lubuszu (dzisiejszym Lebus). Ten zaś całą zaodrzańską część owej darowizny niemal natychmiast przekazał margrabiom z dynastii Askańczyków: Johannowi i Ottonowi III. Brandenburczycy potraktowali otrzymane ziemie jako wstęp do ekspansji także na pónoc od rzeki Warty. Dzięki małżeństwu córki Przemysła I, Konstancji z synem margrabiego Johanna – Konradem stali się formalnie prawowitymi właścicielami wspomnianych obszarów, chociaż musieli rozwiązać problem majątków Templariuszy. Z inicjatywy Brandenburgii rozpoczęła się intensywna kolonizacja. Nad Wartą w roku 1257 r. powstało miasto mające bronic interesów nowostworzonej Marchii. Nazwano je Landis Nouam, czyli póżniejszy Landsberg (Gorzów). Od połowy XIII w. aż do końca II wojny światowej ziemie te, a więc także same Marwice, stanowiły fragment tzw. Nowej Marchii, czyli prowincji księstwa branderburskiego (pózniej państwa pruskiego, wreszcie Rzeszy niemieckiej). Po stosunkowo krótkim okresie, formalnej tylko przynależności do państwa piastowskiego, przez następne prawie 700 lat ziemie te stanowiły fragment niemieckiej historii i kultury. Po 1945 r., po wypędzeniu dotychczasowych mieszkańców, przybyła tutaj z różnych stron, ludność polska. W dużej części pochodzili oni z ziem zabranych przez ZSRR i włączonych do Ukrainy.
Byli niemieccy mieszkańcy Marwic (Marwitz), choć żyje już tylko bardzo niewielu z nich, szukali dla siebie i swoich rodzin nowego miejsca w różnych częściach Niemiec. Ci, którym pozwala na to jeszcze zdrowie, niekiedy tu przyjeżdżają, zwłaszcza po zmianach, jakie przyniósł 1989 r. Są to jednak – co sami podkreślają, podróże sentymentalne.

 

***

 Wieś pojawia się w dokumentach w drugiej połowie XIII w., podobnie jak nazwiska rycerzy posiadających tu swoje lenno, nadane im około roku 1300 przez margrabiego Alberta, w zamian za służbę wojskową. Byli to Hennig von der Marwitz oraz Bernth i Reyneke de Wulcow. Nazwa miejscowości wiąże się zapewne z nazwiskiem tego pierwszego. Nie jest to jednak zupełnie oczywiste, skoro występuje on także jako „Hennig – Herr von Marwitz”, co mogłobyby sugerować, że nazwisko to przejęte zostało od nazwy otrzymanej w lenno miejscowości. Formę „von der Marwitz” często jednak zarzucano Jak głosi jedno z podań, w kolejnej generacji tej rodziny zabrakło męskiego potomka, co groziło wygaśnięciem rodu. Jedyna kobieta nosząca to nazwisko, gdy wstępowała w związki małżeńskie na kolanach uprosiła rządzącego margrabiego by pozwolił przyszłej parze nosić jej, a nie męża nazwisko. Otrzymała zgodę pod warunkiem, że kolejne pokolenia będą zawsze podpisywać się formą "von der Marwitz" zamiast "von Marwitz". Legenda ta nawiązuje do postaci klęczącej dziewicy widocznej w rodzinnym herbie. W każdym razie rycerz Hennig objął łany w osadzie o niewątpliwie słowiańskim rodowodzie, ze stojącym tu już od około 50 lat kościołem, który postawili wcześniej Templariusze. Od roku 1300 do 1747 Marwice pod Gorzowem, były główną siedzibą rodu, choć z czasem weszli oni w posiadanie także dalszych majątków zarówno na terenie Nowej Marchii jak i całej Brandenburgii. Były to: Gralewo (Gralow), Janczewo (Jahnsfelde), Jenin (Gennin), Kłodawa (Kladov), Pyrzany (Pyrehne), Racław (Ratzdorf), Santok (Zantoch), Stanowice (Stennewitz), Tarnów (Tarnow), Wieprzyce (Wepritz), Wysoka (Hohenwalde) oraz niewielka wieś nad Odrą, także występująca jako Marwitz. Taką samą nazwę otrzymała też inna ich posiadłość położona tuż koło Berlina. Trudno precyzyjnie określić datę powstania tutejszych Marwitz. Status wsi, choć niekoniecznie formalny, istniejące już z pewnością ludzkie osiedle, uzyskało z momentem wzniesienia tu wspomnianego, stojącego do dzisiaj, kościoła, co nastąpiło między rokiem 1250 a 1255. Tym samym możmy mówić o ponad 750 letniej historii miejscowości. Margrabia Albert przybył do Kłodawy 22 maja 1300 r. , by spotkać się z opatem Cystersów kołbackich, Dytmarem. Celem spotkania było założenie nowego opactwa w miejscu położonym w połowie drogi między Kłodawą a Marwicami, któremu nadano nazwę Miejsce Nieba - Loco celi, Himmelstädt (dziś Mironice). Wśród towarzyszących mu osób był także rycerz Henning, który wsławił się w niedawnej bitwie pod Oderburgiem. (dziasiaj Oderberg). Można sie domyślać, że wyjednał on u Alberta zrealizowanie najwyraźniej już wcześniej przyrzeczonego mu nadania, w upatrzonej przez siebie miejscowości, czyli właśnie w Marwicach. Fakt, iż wśród wsi przyznanych Cystersom przez Alberta pominięto ową miejscowść, połozoną znacznie bliżej ich głównej siedziby – Mironic, niż inne, np Baczyna czy Wysoka, świadczyć jednak może o poważaniu jakim rycerz Hennig cieszył się u margrabiego. Cystersi, dzięki nadaniom margrabiów brandenburskch, wznieśli w Nowej Marchii kilka klsztorów, m.in. we wspomnianych Mironicach. Nagminnie też fałszowali dokumenty z rzekomymi nadaniami, dopisując do istniejących już właści, coraz to nowe miejscowości, co starali potwierdzać u kolejnych panujących margrabiów brandenburskich. Rycerze z Marwic musieli w tym czasie bardzo uważać by nie stracić swego majątku na rzecz zachłannych zakonników. Faktem jest, że marwickie lenno Marwitzów wygladało w drugiej połowie XIV w. jak wyspa na morzu posiadłości cysterskich. W początku XV w. Nową Marchię przejściowo objęli w posiadanie Krzyżacy, wznosząc tu kilka swoich zamków, m.in. w Gorzowie. W przededniu wojny z Polską (tzw. Wojny 13-letniej), w 1454 r. Krzyżacy odsprzedali jednak te ziemie Hohenzolernom. Ród ten bowiem od 1415 r., w zamian za poparcie w wyborach cesarskich, uzyskał od Luksemburgów Marchię Brandenburską wraz z tytułem elektora. Wieś choć otoczona była w tym czasie zewsząd lasami, zyskiwała na znaczeniu dzięki położeniu przy głownym trakcie, znanym już w XIV w. jako Via Marchionis – Trakt Margrabiów. Szlak ten wiódł z Brandenburga przez Berlin, Müncheberg, Seelow, Kostrzyn (Küstrin), do Witnicy (Vietz), gdzie skręcał na północ i biegł dalej przez Dzieduszyce (Diedersdord), Marwice coraz dalej na północny wschód aż do Gdańska. Tędy też ciągnęli w kierunku Malborka z całej zachodniej Europy krzyżowcy by wspomagać Krzyżaków w ich podbojach i starciach z Polakami. Nic dziwnego, że ważne miejsce w życiu wsi spełniała karczma. Jej istnienie w Marwicach potwierdza najwcześniej dokument z roku 1337. Inny, znacznie pózniejszy przekaz informuje, iż w roku 1718 karczma marwicka, zapotrzebowała 80 beczek piwa. We wsi znajdowała się też kuznia, smolarnia i cegielnia Położenie przy głownym trakcie sprawiało jednak, że w czasie toczonych wojen Marwice były regularnie pustoszone, m.in. w 1433 r. przez czeskich Husytów. Szczególnie jednak wieś ucierpiała w czasie wojny 30-letniej (1618-1648).

Jak donoszą ówcześni kronikarze, w roku 1660, a wiec ponad 10 lat po zakończeniu wojny, wyludnione Marwice niszczyły dzikie zwierzeta, a większość łanów rycerskich była zarośnieta i zaniedbana. Nieliczni chłopi, którzy przeżyli wojenną pożogę, z trudem uprawiali oddane im łany. Pozostałe leżały odłogiem. Jedynie ziemia dworska robiła lepsze wrażenie. Majątek z czasem powiększył się właśnie kosztem wsi, obejmując w posiadanie łany opuszczone przez chłopów. Wiadmo, że dobra dworskie obejmowały też dużą owczarnię (na wysokosci cmentarza, po przeciwnej stronie drogi do Baczyny) i młyn. „Marwicki Młyn” (Marwitzer Muehle), był oddaloną o około 3 km. na północny wschód, w kierunku Santocka (Zanzin), osobną osadą dla robotników młyńskich. Nie tylko mielono tu zboże, lecz także obrabiano i cięto na deski drzewo. Do Marwitzów należał też staw młyński i rzeka Marwica (niem.nazwa Marwitzer Muehlen Fliess), stanowiąca prawy dopływ Kłodawki. Rzekę Marwica wymienia m.in. XVI-wieczny dokument, określający granice dóbr Marwitzów z Marwic z lasami elektorskimi. Prawdopodobnie wówczas dołączono do majątku marwickiego także odległe o 5 km jezioro, które wcześniej należało do cystersów z Mironic i zostało wymienione (jako Magna Stechow) w nadaniu Albrechta III. Pózniej przyjęło nazwę Marwitzer Steg See (w okresie międzywojennym Steg See, obecnie Marwicko).
   Przed wojną trzydziestoletnią w Marwicach były jeszcze dwie siedziby rycerskie. W roku 1659 w dokumentach pojawia się już jednak jako jedyny właściciel Moritz Werner von der Marwitz. Zadłużona u niego rodzina von Schönningów, nie mogąc spłacić należnosci, oddała mu swój majątek Hohen Lübbichow w powiecie Chojno (Königsberg/Neumark), który w 1700 r. przeszedł w prawne posiadanie von Marwizów. Syn Moritza Wernera, Kurt Dietrich, był radcą dworu brandenburskiego i starostą gorzowskim (landrat). Zamieszkiwał jednak w Marwicach, co podkreślał treścią składanych przez siebie podpisów: Kurt Dietrich von der Marwitz zu Marwitz. W 1721 r. został jednak przez króla Fryderyka Wilhelma pozbawiony urzędu za fałszerstwa w sprawozdaniach. Nieznane są powody, dla których w 1747 r. Marwice zostały przez von Marwitzów sprzedane za dość zresztą pokazną jak na owe czasy kwotę 34 tys.talarów Albertowi von Bergen. Ród ten, choć z przerwami, związany był z wsią aż do roku 1945. Ostatnią mieszkanką dworu marwickiego była Christiliebe Hinze z domu Richter, której matka nosiła jeszcze nazwisko von Bergen. Warto dodać w tym miejscu, iż jeszcze w czasach gdy wieś była własnością rodziny Marwitzów, dokładnie 26 września 1737 r. urodził się tutaj słynny niemiecki satyryk i publicysta, August Friedrich Cranz, znany bardziej pod pseudonimem Pater Gaßner. Nie wiemy dokładnie co łączyło go z rodziną von der Marwitzow. Faktem jest jednak, że jako 10-letni chłopiec opuścił wieś razem z nimi. Nieco później, z pomocą swego wuja, znalazł się w Berlinie, gdzie pozostał juz do swojej śmierci w 1801 r.
Wyprzedając swoje włości w Nowej Marchii von der Marwitzowie okazali się bardzo przewidujący. Dziesięć lat po transakcji wieś została ograbiona i poważnie zniszczona przez oddział kozacki (wojna siedmioletnia). Spośród mieszkańców uratowali się tylko ci, którzy zdążyli skryć się w lasach. Przeżył, choć bardzo ucierpiał, marwicki pastor o nazwisku Bojanus, któremu nie tylko zrabowano cały majątek, ale też został ciężko pobity. W 1801 r. zdewastowany majątek w Marwicach został wydzierżawiony rodzinie Iffland, a ostatni z marwickiego rodu v. Bergenów prawny właściciel, Jan Henryk Bogumił, zmarł bez męskiego potomka w 1851 r. Spadkobiercy sprzedali wówczas część majątku dotychczasowym dzierżawcom – rodzinie Ifflandów.

Dobra von Bergenów, których nowa gałąz powróciła tutaj w XIX w., obejmowały w tym czasie (wraz z folwarkami Latowice i Marwiczki (Klein Marwitz) 1693 hektary gruntów ornych, 267 ha łąk i 416 ha lasów. Wieś Marwiczki, nieistniejące dzisiaj, została wydzierżawiona przez dwór w Marwicach w pocz. XVIII w. od kamery gorzowskiej. Była ona położona w sporej odległości od Marwic (ok 8 km) między wsiami Łupowo i Jenin (Gennin), na tzw. błotach gorzowskich. Ifflandowie przejęli Marwiczki jako fowark, należący już w tym czasie do majatku Marwice. W samych Marwicach znajdowało się 39 domów. Wśród mieszkańców było 12 chłopów, 6 zagrodników, 36 komorników, 2 rybaków, kowal i karczmarz. Rodzina Ifflandów, związana była z Marwicami aż do roku 1945. W końcu XIX w. uruchomili oni na terenie majątku również gorzelnię, która dość dobrze prosperowała także w okresie międzywojennym. Ifflandowie zamieszkali w dworku (zwanym marwitzer Schloss), zbudowanym jeszcze przez Marwitzów, prawdopodobnie w XVI w. W 1928 r. przebudowano go po raz kolejny i ostatni. W lutym 1945 r. został spalony przez żołnierzy sowieckich, którzy znaleźli w piwnicach kilkanaście sztuk broni, pozostawionej tu kilka dni wcześniej przez uciekających oddział Wehrmachtu. Przy okazji rozstrzelano też ostatniego właściciela, 75 letniego Herberta Ifflanda. Był on zresztą zagorzałym nazistą i już przed wojną aktywnie uczestniczył w tworzeniu miejscowgo paramilitarnego oddziału konnego SS. Pozostałością po dawnym dworze jest 4 hektarowy park, założony w 1850 r., wokół niewielkiego stawu. Zdobił go też specjalnie usypany pagórek z piwniczką do przechowywania warzyw i altaną na szczycie. Istnieje niedowiedzione przypuszczenie, że z podziemi kościoła prowadził w kierunku parku (a wcześniej skraju puszczy, otaczającej wieś) podziemny, wymurowany cegłami tunel. Podobno zbudowano go by chroniący się przed najeźdźcami w kościele mieszkańcy wsi mogli szukać ratunku w ucieczce do lasu. W okresie pierwszej wojny światowej wszyscy mężczyzni w wieku poborowym trafili do niemieckiej armii i walczyli na róznych frontach wojennych. Jedenastu z nich nigdy nie powróciło do wsi. W 1920 r. na placu przed kościołem ustawiono wielki kamień z mosiężną tablicą (gdzie wyryte są ich nazwiska), ku pamięci poległych Marwiczan.
W latach poprzedzajacych II wojnę światową Marwice miały kilku zamożnych gospodarzy. Należeli do nich m.in. Willi Lenz, Otto Hübner i Erich Schäm. Ten ostatni (zamieszkały w budynku dzisiejszego leśnictwa) przez wiele lat, aż do 1945 r. pełnił funkcję burmistrza. Wieś miała również szkołę i nauczyciela. Był nim Paul Brünning, utalentowany malarz – pejzażysta. Na obrzeżach wsi, w kierunku Lubna działała cegielnia, należaca do majątku, ale prowadzona przez rodzinę Dürre. Duża owczarnia znajdowała się na wysokości cmentarza, po drugiej stronie drogi do Baczyny.
W cetrum wsi był także sklep spozywczo-przemysłowy i ubojnia prowadzona przez rodzinę Liebe. Przy zajezdzie Hübnera, znajdowała się sala widowiskowo-taneczna. Odbywały się tam potańcówki, bal karnawałowy a także przedstawienia teatralne w wykonaniu miejscowych dzieci. Teksty do tych przedstawień pisała zwykle pani Iffland, z domu Berger, żona właściciela majatku.

W 1939 r. większość mężczyzn z Marwic została powołana do służby wojskowej w Wehrmachcie. Do prac na roli wykorzystywano robotników przymusowych. Byli to w większości Polacy i jeńcy francuscy.
Mieszkańcy obszarów na wschód od Odry, w tym także Marwic, nie odczuwali bezposrednio skutków toczacej się wojny. Nie docierały tu bombowce alianckie a front wydawał się zawsze bardzo odległy. Nic dziwnego, że w wielu marwickich domach ich gospodarze udzielali gościny swoim krewnym z centralnych Niemiec, gdzie byli nieustannie narażeni na skutki bombardowań. Wydawało im się, że w tej okolicy spokojnie i bezpiecznie doczekają końca wojny. Z początkiem 1945 r. te nadzieje gwałtownie zmalały. Rosyjskie armie błyskawicznie zbliżały sie do Odry, łamiac kolejne linie niemieckiej obrony. Uchodzaca przed frontem ludność cywilna, najpierw z Prus Wschodnich, pózniej z Pomorza składała przerażajace relacje o brutalnosci sowieckich żołnierzy, palacych gospodarstwa, mordujcych męzczyzn i gwałcących kobiety. Mimo tych wieści tylko nieliczni Marwiczanie zdecydowali się na ucieczkę. Droga za zachodnią stronę Odry była zresztą zamknięta. Niemieckie władze wojskowe zabraniały mieszkańcom samowolnego poruszania się. Bano się chaosu na liniach komunikacyjnych wykorzystywanych przez Wehrmacht. Snieżna zima skutecznie zniechęcała tez do szukania kryjówek się w okolicznych lasach.
30 stycznia 1945 r. około godz. 14.00 do wsi wkroczyli Swowieci. Byli to żołnierze jednego z oddziałów 5 armii uderzeniowej gen. Bierzarina ( I Frontu Białoruskiego). Marwice, w przeciwieństwie do pobliskiej Wysokiej, nie były obsadzone przez Wehrmacht i Rosjanie zajęli wieś bez walki. Natychmiast przystąpili jednak do przeszukiwań zagród i przygotowywania pomieszczeń na kwatery. Po wspomnianym spaleniu dworu rozpoczęło się polowanie na kobiety. Dla wielu z nich, noc z 30 na 31 stycznia 1945 r. okazała się najbardziej przerażającym doświadczeniem życiowym. Ofiarami stały się nawet małe dzieci. Straciła życie wielokrotnie gwałcona zona nauczyciela, Hannelore Brünning. Pierwsi polscy osadnicy zjawili się w Marwicach w kwietniu 1945 r., zajmując opuszczone już domostwa. Wielu niemieckich mieszkańców wsi pozostawało jednak nadal w swoich domach, czekając na wysiedlenie i żyjąc w nieustannym zagrożeniu. Ich mieszkania nawiedzali zarówno polscy szabrownicy jak i sowieccy żołnierze, którzy pod pretekstem przeszukań gwałcili kobiety i rabowali cenniejsze przedmioty lub rekwirowali żywy inwenarz. 29 lipca 1945 r. zostały zamordowane dwie mieszkanki Marwic (matka i córka) Marta i Kota Troschke. Według akt gorzowskiej prokuratury sprawcy tego czynu zostali w tym wypadku aresztowani i przekazani sowieckiej prokuraturze wojskowej.Pod koniec 1946 r. Niemców w Marwicach już nie było. Ludność polska, która osiadła we wsi, pochodziła głównie z Polski centralnej, pojawili się tu także przybysze z kresów: Galicji Wschodniej i okolic Krzemieńca na Wołyniu. Ludzie ci wywodzący się z różnych kręgów kulturowych, mówiący odmiennymi narzeczami, powoli jednak integrowali ze sobą, tworząc nową społeczność.

Wyznacznikiem życia w powojennych Marwicach (gdyż taką właśnie nazwę zaczęto używać na wniosek specjalnej Komisji Nazewniczej z Poznania) stał się fakt powstania tutaj w l949 r, na bazie poniemieckiego majątku, Państwowego Gospodarstwa Rolnego, w którym znalazło zatrudnienie wielu mieszkańców wsi. Po zmianach ustrojowych w 1989 r. i upadku PGR-ów, znaczny procent Marwiczan zasiliło szeregi bezrobotnych. Zabudowania popegeerowskie przejął w 1999 r. Rolniczy Zakład Doświadczalny w Małyszynie, uruchamiając ponownie nieczynną już gorzelnię. Gorzelniana kotłownia przez brak filtrów i źle działający komin, zanieczyszczała środowisko i zasnuwała wieś nasyconym sadzami dymem. Z czasem, na skutek protestów mieszkańców, gorzelnię ponownie zamknięto (podobno przejściowo) wprowadzając za to, w środku wsi, hodowlę bydła na wielką skalę. Wbrew interesom zdecydowanej większości mieszkańców, władze Gminy Lubiszyn, której podlegają Marwice, przeforsowały w 2006 r. zmianę planów perpektywicznych rozwoju tej wsi, zmieniając ich dotychczasowy kierunek. Specjalną uchwałą narzucono mieszkańcom rezygnację z przewidzianych usług, dotyczących transportu i turystyki (przebiegać tu będzie niemal już gotowa na tym odcinku droga ekspresowa S3 i powstać „MOP-Marwice). Głównie w interesie firmy z Małyszyna i ewentualnie kilku miejscowych rolników, z ogromną stratą dla wielu mieszkańców, podmiejskie Marwice mają obecnie pełnić funkcje związane z obsługą rolnictwa.... Oczywiście przy okazji oszukano tych przedsiębiorców, którzy inwestowali pieniądze, opierając się na dotychczasowym, przewidzianym dla tej okolicy, „studium perspektywicznym”. W przeciwieństwie do innych miejscowości w najbliższej okolicy Gorzowa, gwałtownie spadły ceny tutejszych gruntów i zupełnie zaprzestano inwestycji mieszkaniowych (po 1989 r. nie zbudowano we wsi ani jednego nowego domu!). Tymczasem 750 – letnia barwna historia wsi, jej malownicze położenie, oddalenie od ruchliwej szosy, bliskość granicy z Niemcami, zabytki i potencjał starego parku stwarzają, niewykorzystaną dotąd szansę, uczynienia z Marwic agroturystycznej atrakcji regionu.

Zabytki marwickie.

Kościół.

    Kościół w Marwicach, wzniesiony około roku 1250, jeszcze w czasach przedbrandenburskich i należy do najstarszych zabytków architektonicznych okolic Gorzowa. Jego lokalizacja wiązała się zapewne z istnieniem tutaj osady, być moze grodu. Można przypuszczać, iż budynek kościelny ufundowany został przez biskupów poznańskich., a wzniesiony przez Templariuszy, najpóżniej około 1255 r. Po przejęciu tych ziem przez Brandenburgię, w końcu XIII w., parafia marwicka (dokument z 1337 r. wymienia 3-łanowe uposażenie tutejszego proboszcza) została podporządkowana biskupstwu z Kamienia Pomorskiego. Także po wprowadzeniu reformacji, już jako ewangelicki, kościół utrzymał status parafii. Doktrynę Marcina Lutra narzucił tym ziemiom w połowie XVI w. Johann von Küstrin (Jan z Kostrzynia). Po wojnie siedmioletniej, gdy świątynię ograbili Kozacy i ciężko poblili ówczesnego pastora, Ch.L. Bojanusa, przez kilka lat, aż do roku 1764 parafię obsługiwał proboszcz z Baczyny (Beyersdorf). Tuż przed I wojną światową parafię marwicką objął pastor Gustav Eichstadt, autor pomiennych kazań do swoich parafian, wygłoszonych w przededniu I wojny światowej. Wydano je nawet drukiem i rozpowszechniano w całych ówczesnych Niemczech.
Po II wojnie światowej, przez kilka lat kościół był zamknięty. Dopiero w drugiej połowie lat pięćdzieisątych wznowił działalność, po niemal 450 latach, ponownie jako świątynia katolicka, podporządkowana jednak kościołowi w Baczynie, mimo iż parafia baczyńska ustanowiona została oficjalnie dopiero w 1976 r. Wówczas też, po raz pierwszy od czasów wojny, kościół marwicki poddano remontowi. Rozebrano również resztki dawnej wieży kościelnej z XVII w., która zawaliła się w końcu lat 60-tych.
Światynia jest budowlą salową, jednonawową, założoną na planie prostokąta o wymiarach zewnętrznych 20,8 m x 10,4 m. Wnętrze oświetlone jest przez 9 okien; po trzy od strony wschodniej (prezbiterium), północnej i południowej. Nisze okienne obmurowano cegłą. Są wysmukłe, dwustronnie glifowane (ukośne rozszerzenie muru) i zakończone lekko zaostrzonym łukiem. Do dziś zachowały orginalny, niezmieniony od XIII w. wygląd. Również orginalne są portale (główny i boczny), wykute w granicie, zamknięte półkolistym łukiem. Z pózniejszych czasów pochodzi natomiast gotycka dekoracja szczytów. Początkowo wnętrze kościoła było otwarte aż po dach. Prawdopodobnie w XVI w., położono płaski strop drewniany, dzięki któremu wierni mniej odczuwali zimno w czasie mrozów. Strop ten zasłonił jednak widniejacy na wewnętrznej stronie wschodniego szczytu (nad prezbiterium) ciekawy, stary fresk z drugiej połowy XIV w. Po uporczywych zabiegach i zgodzie proboszcza z Baczyny, został poddany niedawno konserwacji. Niestety ciągle jeszcze pozostaje niedostępny dla turystów. Sladem remontu kościoła w XVII w. pozostawał do czasów powojennych, niewielki witraż o średnicy 14 cm. w pierwszym, patrząc od wejścia, północnym oknie. Wtedy też zbudowano chór i stalle w prezbiterium. W drugiej połowie XVII w. do szczytowej ściany od strony zachodniej dobudowano wieżę z dzwonnicą. Jej pierwsza kondygnacja była murowana – o konstrukcji szachulcowej, druga drewniana z piramidowym dachem, pod którym zawisł nowoufundowany kościołowi dzwon, zrobiony przez szczecińskiego odlewnika Johanna Schmidta ze Szczecina. Na dzwonie umieszczono nazwiska fundatorów: dziedzica-landrata von der Marwitz, pastora Daniela Schulze i opiekunów kościoła: E.Krumteicha (sołtys) i P.Apitza. Kilka lat pózniej dobudowano z polnych kamieni południową zachrystię. XVIII wieczny rodowód ma położony wówczas nowy dach i kolejna zachrystia (tym razem po północnej stronie świątyni), zbudowana z cegły i wyposażona w żelazne drzwi. Dotychczasową przerobiono na kaplicę. W 1837 r. małżeństwo Katarzyna i Chrystian Kugel przekazali kościołowi cynową chrzcielnicę.
Niestety, kościół po 1945 r., przez niemal 20 lat, pozostawał całkowicie bez opieki. Teoretycznie zamknięty, niszczał nie tylko skutkiem nienaprawianego dachu, ale też działań szabrowników. Wybito szyby, niszcząc bezpowrotnie wspomniany witrażyk, gdzieś zniknęły piękne stalle i chrzcielnica – dar Kugelów. Niszczona wodą drewniana konstrukcja chóru, osunęła się i zawaliła. Któryś z dyrektorów PGR nakazał zdjąć dzwon z coraz bardziej popadającej w ruinę wieży, poczym wywiózł go w nieznanym kierunku. Kościół do roku 1945 otaczał cmentarz, na którym grzebano członków rodziny właścicieli majątku. Po wojnie, został on zdewastowany a część potrzaskanych płyt nagrobnych leżała pod murem okalającym plac przykościelny. Dopiero w 2002 r. zbudowano od strony parku rodzaj lapidarium, dość przypadkowo ustawiajc tam, nieliczne już i w większości uszkodzone nagrobki, nadal zresztą ustawicznie przewracane przez wandali.
Tuż pod kościelnym murem postawiono w 2003 r. pomnik, mający upamiętnić dramatyczne wydarzenia w parafii Kąty, na Wołyniu, gdzie w 1943 r. nacjonaliści ukraińscy zamordowali 53 polskich mieszkańców. Ponieważ niektórzy potomkowie Polaków z Wołynia zamieszkują te okolice, wydawało się, że upamiętnienie ofiar tamtej zbrodni na tych właśnie ziemiach jest głęboko zasadne. Rzecz w tym, iż niestety sprofanowano ich pamięć, używając do budowy pomnika zawłaszczony kamień, poświęcony poległym mieszkańcom wsi, zmoblizowanym do armii niemieckiej podczas I wojny światowej. Co gorsza z kamienia, obecnie poświęconego pomordowanym Polakom, nawet nie usunięto śladów po zachowanej do dzisiaj tablicy z nazwiskami ówczesnych Marwiczan.... Ponadto nowy napis na kamieniu podaje, dotąd nieznaną w literaturze przedmiotu liczbę 372 ofiar ukraińskiej zbrodni w parafii Kąty w 1943 r.?

              

Kuźnia podcieniowa i gościniec.

W średniowieczu Marwice położone były przy trakcie wiodącym z Berlina do Gdańska i Malborka. Fakt ten zadecydował o budowie w południowej części wsi, zapewne juz w XIV w., pokażnej kuźni i gospody. Serwowano tutaj posiłki, ale istniała także możliwość noclegów. Dla koni przeznaczone były specjalne boksy w stajniach usytuowanych między kuźnią a gospodą.
   Obecny wygląd marwickiej kuźni pochodzi z lat trzydziestych dwudziestego wieku. Sam budynek wzniesiono mniej wiecej 100 lat wcześniej, w roku 1827. Tuż obok znajdowały się ruiny starej karczmy, ograbionej i podpalonej w 1760 r., w czasie wojny 7-letniej. Rozebrano ją ostatecznie dopiero w końcu XIX w. Kuźnia w obecnym kształcie była czynna jeszcze w okresie międzywojennym. W części parterowej budynek jest murowany, zas drewniany w drugiej kondygnacji - z wysuniętym od strony frontowej trzymetrowym podcieniem, wspartym na belkach. Za kuźnią wznosi się szachulcowy budynek mieszkalny z końca XIX w. należący wówczas do miejscowego kowala. Dawna kuźnia wykorzystywana jest dzisaj jako magazn.

Nie wiadomo jak daleko od kuzni oddalony byl owczesny zajazd. Najprawdopodobniej oba budynki stanowily to samo gospodarskie obejscie i nalezaly do jednego wlaściciela. Przez fakt, ze „obsługiwały” podróżnych poruszających się „Via Marchionis”, zwanej tez „Drogą Margrabiow”, stanowily obiekt szczególnej uwagi dworu. Elektor brandenburski specjalnym „ukazem” zobowiązywał właścicieli tych obiektow, a wiec także zajazdu marwickiego, pod groźbą kary do przygotowania pokoi w dwóch kategoriach; dla szlachetnie urodzonych (z kominkiem i łózkami) oraz dla „pospólstwa”.

Po drugim rozbiorze Polski, dawna „Droga Margrabiow” znów zyskała na znaczeniu co oznaczało potrzebę budowy nowego „zajazdu”. Otworzył go w północnej częsci wsi, prawdopodobnie około 1870 r. gospodarz Otto Hubner. Wkrótce dobudowano tam także salę taneczno-teatralną ze sceną.
   Zajazd (Gasthaus) Hubnerów, funkcjonował aż do 1945 r. W czasach PRL-u, główny budynek stanowił siedzibę dyrekcji marwickiego PGR-u, zaś była sala taneczna pełniła rolę wiejskiej świetlicy.