Marek Chamot

Ośrodek dialogu polsko-niemieckiego w Marwicach k/Gorzowa Wlkp.

Dawna, związana od XIII wieku z Brandenburgią, tzw. Nowa Marchia, stanowi fragment dzisiejszego województwa lubuskiego, z podwójną stolicą w Gorzowie Wielkopolskim i Zielonej Górze. Ziemia lubuska, historycznie wywodząca się z dawnej, wczesnopiastowskiej diecezji ze stolicą w Lubuszu (dzisiejszy Lebus, położony po zachodniej, niemieckiej stronie Odry) terytorialnie nie pokrywa się do końca z granicami województwa, które obecnie przejęło jego nazwę. Trzonem właściwej Nowej Marchii, były ziemie na północ od ujścia Warty do Odry, aż po rzekę Myśl i Noteć, znacznie wykraczające poza diecezje w Lubuszu i historyczną Ziemią Lubuską. Nie było tez tam nigdy stałej polskiej administracji, zaś teoretycznie kontrolujący te obszary książęta zachodniopomorscy (szczecińscy), praktycznie nie zapuszczali się tak daleko na południe.

W każdym razie wszystkie powstałe tu w kiedyś miasta, takie jak polski dziś Gorzów (Landsberg an der Warte), Chojna (Königsberg in der Neumark) czy Kostrzyn (Küstrin), były lokowane już przez margrabiów brandenburskich i zasiedlane przez kolonistów zza Odry. Działo się tak od czasów gdy zimie te (za sprawą nieszczęsnej darowizny Bolesława Rogatki i posagu Konstancji, córki Przemysława I, która wyszła za Konrada z dynastii askańskiej) znalazły się ostatecznie w rękach Marchii Brandenburskiej.

Decyzją „Wielkiej Trójki”, po II wojnie światowej, Nowa Marchia została oddana Polsce. Jej dotychczasowi mieszkańcy bądź uciekli przed zbliżającym się frontem, bądź zostali wypędzeni za Odrę, po dramatycznych przejściach związanych z wkroczeniem wojsk sowieckich, płacąc, najczęściej niewinnie (w większości kobiety i dzieci), ogromną cenę za nazistowskie zbrodnie wojenne.

PRL-owska propaganda, by uzasadnić obecność w Polsce wojsk sowieckich, wskazywała na rzekome zagrożenie dla  integralności i bezpieczeństwa nowych granic ze strony powojennych Niemiec. To właśnie wypędzeni czyli „towarzystwa ziomkowskie w RFN”, miały wg peerelowskiej prasy być  „motorom niemieckiego rewanżyzmu i rewizjonizmu”.
Te trwające latami manipulacje i fałszerstwa należało po upadku komunizmu wyjaśniać oraz zmieniać ich niedobre, utrudniające pojednanie, skutki. Po 1990 r., w ramach integracji europejskiej. powstał tutaj Euroregion Pro Europa Viadrina. We Frankfurcie nad Odrą rozpoczął działalność (na dobrą sprawę kontynuując starą tradycję) Europejski Uniwersytet Viadrina, z którym współpracuje Collegium Polonicum w Słubicach. Po obu stronach granicznej rzeki Odry studiuje wspólnie niemal 5.000 polskich i niemieckich studentów.

Region pogranicza polsko-niemieckiego zainteresował mnie już wiele lat temu. Dzięki uprzejmości małżeństwa Angeli i Antoniego Gontarskich, spędzających swoje życie między Berlinem a Nowinami Wielkimi pod Gorzowem, miałem możliwość coraz lepszego poznawania tych ziem. Niewyczerpaną praktycznie kopalnią wiedzy o  przeszłości Nowej Marchii były informacje emerytowanego nauczyciela historii, mieszkańca Witnicy – Zbigniewa Czarnucha.

Wśród osób, które poświęciły się pracy na rzecz poznawania dziejów tego regionu oraz zbliżenia polsko-niemieckiego ponad dotychczasowymi podziałami, znalazł się także dr Witold Pronobis,  historyk i dziennikarz rodem z Torunia. W latach siedemdziesiątych i na początku osiemdziesiątych XX w. był on wykładowcą historii najnowszej w Instytucie Historii i Archiwistyki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Współpracował wtedy m.in. z prof. Karolem Grunbergiem. Tam się też doktoryzował i przygotowywał rozprawę habilitacyjną. Prace badawcze przerwał jednak w końcu 1981 r. stan wojenny.

Jako stypendysta Instytutu im. Józefa Piłsudskiego w Stanach Zjednoczonych podjął się, namówiony przez szefa podziemnego wydawnictwa „Nowa”, Mirosława Chodeckiego, do napisania podręcznika najnowszej historii Polski. Ówczesny dyrektor sekcji polskiej Radia Wolna Europa, Zdzisław Najder, w 1983 r. ściągnął dra W.Pronobisa z Nowego Jorku do Monachium a Amerykanie powierzyli mu trudną i odpowiedzialną funkcję szefa komórki prasy i wydawnictw niezależnych, w tamtejszym dziale badań i analiz. Dzięki osobistym kontaktom z niezależnymi oficynami w Kraju i wieloma działaczami podziemnej Solidarności, W. Pronobis stworzył w Monachium największe na świecie archiwum samizdatu. Po upadku PRL-u, zostało ono przeniesione do Warszawy i obecnie mogą z niego korzystać kolejne pokolenia historyków, politologów i prasoznawców. 

Za pośrednictwem Rozgłośni Polskiej RWE można było w Kraju słuchać audycji omawiających teksty z niezależnej prasy, zarówno naszej jak i z innych krajów pod rządami komunistów. W.Pronobis redagował także liczne audycje historyczne; m.in. dotyczące mordu katyńskiego, sowieckich zbrodni na żołnierzach Armii Krajowej w ostatnich miesiącach wojny, tajemnic PRL-u ujawnionych przez zbiegłego na Zachód wysokiego oficera SB, Józefa Światły itd. 

Jak wspomniałem, już podczas pobytu w Nowym Jorku rozpoczął on pisanie podręcznika, dotyczącego dziejów najnowszych, które były w oficjalnych peerelowskich podręcznikach szczególnie fałszowane. Jego książka pt. „Świat i Polska w dwudziestym wieku”, kilkakrotnie ukazywała się w drugim obiegu, a w 1990 r., w wolnej już Polsce, Editions Spotkania, wydał ją w ogromnym nakładzie, wielokrotnie wznawiając. Była to pierwsza w Polsce, niezakłamana, wolna od interwencji cenzury, podręcznikowa wersja dziejów najnowszych, zatwierdzona przez Ministerstwo Edukacji Narodowej dla nauczycieli i uczniów szkół średnich. Autor dedykował ją „młodzieży polskiej w kraju i na emigracji”.

Witold Pronobis pracuje nadal z młodzieżą, ale już nie w Toruniu, lecz w Marwicach koło Gorzowa Wlkp. Chociaż oficjalnie mieszka w Berlinie, nabył tam gospodarstwo z dużym domem mieszkalnym, który przebudował na przytulny pensjonat. Tuz obok znajduje  się budynek dawnego teatru wiejskiego, zamienionego obecnie w wielofunkcyjną salę wykładową.

Oprowadzając nas po swoim ośrodku dr Pronobis nie ukrywał przyświecającego mu celu. Podobnie jak w przypadku wspomnianego podręcznika, tak i w obecnej działalności na rzecz dialogu polsko-niemieckiego, najistotniejsza dla niego jest historyczna prawda. W tym duchu - jak uważa - musi następować stopniowe zbliżanie się obecnych polskich i byłych niemieckich mieszkańców tych ziem. W ośrodku Witolda Pronobisa, z 35 miejscami hotelowymi i salą multimedialną, odbywają się liczne spotkania, warsztaty i konferencje. Biorą w nich udział przedstawiciele obu narodów; głównie młodzież a także, coraz bardziej już nieliczni, byli niemieccy mieszkańcy wsi i jej okolic.  Ośrodek współpracuje też z uczelniami i instytucjami, zajmującymi się historią pogranicza polsko-niemieckiego. W jego działalność włączyli się również lokalni historycy-regionaliści, m.in. Zbigniew Czarnuch z Witnicy, Robert Piotrowski i dr. Dariusz Rymar z Gorzowa a także Gerhard Weiduschat oraz Helga Hirsch z Berlina.

Nadzieję na wzajemne  zrozumienie W. Pronobis pokłada w rozsądku obu stron. Jego zdaniem od wojny upłynęło wystarczająco dużo lat by nie obciążać bez przerwy kolejnych pokoleń Niemców odpowiedzialnością za zbrodnie nazizmu. Należy spokojnie, bez uprzedzeń, przyjrzeć się niedawnej przeszłości i obiektywnie ją ocenić, łącznie z kwestią winy i odpowiedzialności za nią. W szukaniu porozumienia warto pamiętać o łączącej nas swoistej „wspólnocie” powojennych losów : Niemców, którzy musieli opuścić swoje domy i Polaków, przymusowych wysiedlonych ze wschodnich terenów Rzeczypospolitej. Było to skutkiem, stosowanej przez Hitlera i Stalina, zbrodniczej „inżynierii społecznej”, często za przyzwoleniem demokratycznych mocarstw. Młodzi Niemcy i Polacy muszą tę trudną prawdę o losach swoich dziadków czy rodziców możliwie najwszechstronniej poznawać. Właśnie w duchu dialogu, bez dotychczasowych uprzedzeń. Tym bardziej, że w stosunkach polsko-niemieckich nadal nie brakuje napięć prowokowanych przez polityków. Zwykle stanowią one element ich gry wyborczej. Bez skrupułów wykorzystuje się wtedy stereotypy  utrwalane przez peerelowską propagandę.  Nic dziwnego, że i wśród miejscowych Polaków z tych terenów, także w Marwicach, nie zupełnie jeszcze znikła obawa przed możliwością powrotu byłych niemieckich mieszkańców. Choć w erze zjednoczonej Europy brzmi to archaicznie, ciągle mówi się tu o „rewanżystach” i „rewizjonistach” zza Odry.

Poznając z bliska życie i mentalność mieszkańców ziemi lubuskiej umocniłem się w przekonaniu, jak wiele w stosunkach między obu narodami zależy od właściwego ich ułożenia. Właśnie tu, na pograniczu. Czy będą one ulegać osłabianiu, czy wzmacnianiu zależy w dużym stopniu od polskich i niemieckich środowisk opiniotwórczych i pasjonatów historycznego dialogu, takich jak dr Witold Pronobis. Jeżeli uda się doprowadzić do zbliżenia, z uwzględnieniem racji obu stron, tym łatwiej będzie budować korzystną dla wszystkich przyszłość.

Organizowane przez W. Pronobisa spotkania, podczas których podejmowane są próby wspólnej, rzetelnej oceny przeszłości, a także szukania perspektyw na przyszłość powoli przynoszą owoce.  Tworzenie transgranicznego polsko-niemieckiego regionu gospodarczego daje wymierne korzyści finansowe po obu stronach Odry.

Niestety w tych samych Marwicach, które za sprawą działalności tutaj Ośrodka Dialogu Ponadgranicznego (bo taką nosi on nazwę)  są już sławne po obu stronach Odry, nie brakuje też ludzi, którzy robią wszystko by wzajemnemu pojednaniu przeszkodzić lub je uniemożliwić. Ktoś dewastuje w stworzonym obok miejscowego kościoła lapidarium stare niemieckie tablice nagrobne. Inni pamięć po pomordowanych na Wołyniu w 1943 r. Polakach postanowili uczcić zawłaszczając i odpowiednio przerabiając kamienny pomnik po poległych na frontach I wojny światowej mieszkańcach wsi. W ten sposób tylko sprofanowano pamięć ofiar obu tragedii. Dziwnie zachowuje się także miejscowy sołtys, którego kilkudziesięciohektarowe gospodarstwo bezpośrednio graniczy z ośrodkiem. Tuż pod oknami pokoi sypialnych pensjonatu zbudował on piec grillowy, który wspólnie ze stojącym o kilka metrów od okien gnojownikiem, skutecznie odstrasza gości. Nie pomagają prośby ani perswazje.

Należy wierzyć, że zapał dra Pronobisa i jego przeświadczenie o słuszności obranego kierunku nie zdołają go odstraszyć i nadal będzie kontynuował tak potrzebną tutaj działalność.