Main Zuhause... (Seite in Bearbeitung)

Na Köslinerstrasse wprowadziłem się w 2009 r. i było to już moje trzecie berlińskie mieszkanie.

   Pierwsze mieściło się na rogu Wilhelmstrasse/Woßstrasse a więc w szczególnym, historycznym miejscu. Odstąpił mi je Joachim Gauck, stojący wówczas na czele byłych archiwów STASI.  Dom, w którym miałem to mieszkanie wzniesiono w miejscu byłej Kancelarii Rzeszy (zdjęcie środkowe), niemal nad słynnym bunkrem Hitlera. Wcześniej stał tam Pałac Radziwiłłowski gdzie mieszkał m.in. Anotoni Radziwiłł i jego córka Eliza - ukochana późniejszego cesarza Wilhelma I (zdjęcie po prawej).  No i ja, w latach 1997 -1999.

Zamieniłem je jednak na mniejsze, choć także intrygująco zlokalizowane - przy Scharrenstr.11. Ten jedyny w okolicy mieszkalny dom znajdował się z kolei w samym sercu starego Berlina na Fischerinsel, w miejscu zwanym kiedyś osadą Cölln - w bezpośredniej bliskości byłego Urzędu Kanclerskiego i Placu Zamkowego. Parę kroków od Kronprinzenpalais (Pałac Następcy Tronu), Lustgarten, Katedry i Zeughaus (Niemieckie Muzeum Historyczne). Pod oknami płynął Kanał Sprewy, przecięty starym mostem Gertrudy. W sąsiednim domu mieszkał najpopularniejszy przede mną Polak w Berlinie, Johann Gotzkowski, w czasach Fryderyka II najbogatszy berlińczyk, który zapłacił obrazami z własnych zbiorów olbrzymią kontrybucję carycy Katarzynie Wielkiej, ratując miasto przed złupieniem

   

Utrzymywałem to niewielkie mieszkanko także w czasach "marwickich". Gdy jednak powróciłem do Berlina w 2009 r. zamarzyłem o jakimś większym lokum. I wówczas znalazłem to właśnie, na Weddingu,  przy Köslinerstrasse. Około 60 metrów kwadratowych z dwoma sporymi pokojami, jasną kuchnią i takąż łazienką. I przede wszystkim z ogromnym balkonem, wychodzącym na park i płynący w pobliżu dopływ Sprewy, rzekę Panke. Nie daleko  nowego dworca kolejowego, dawnego Lehrter Bahnhof, dzisiaj największego i najnowocześniejszego dworca Europy.

Ale po Marwicach, choć tęskniłem już do wielkomiejskiego życia, nie mogłem mieszkać tylko wśród ulicznego zgiełku, bez lasów, wody i wolnego od spalin powietrza. Wokół Berlina nie brakuje takich miejsc. Szybko więc znalazłem odpowiednie:  nad jeziorem Zeuthenersee, na południowym wschodzie miasta. Jestem więc teraz właścicielem niewielkiej 400 metrowej działki z pięknym domkiem, zbudowanym z drewnianych bali. Przy pomoście stoi mój nowy jachcik (z 2 kabinami do spania) Viko 550. Nie ma jeszcze nazwy. Mam nadzieję, że wkrótce  wykaligrafuje ją na burcie. Będzie to imię dziewczyny o jakiej marzę i którą niebawem poznam (jak twierdzi pewna dobra wróżka)...